Menu artykułów


Wydarzenia


Sowiecki szpieg w OKW wygrał wojnę ?

  sobota 30 styczeń 2010 - 18:28:04  |  arturo


Stalin słynął m.in z doskonałych (i bardzo trafnych) powiedzonek. Jedna z nich głosiła: "Aby wygrać bitwę wystarczy dobra armia, aby wygrać wojnę trzeba mieć dobrych szpiegów".
Historia II.W.S pokazuje wg mnie prawdziwość tej tezy.

Jak wiadomo od dość dawna, Stalin posiadał nie tylko największą ilość szpiegów ale też miał tych szpiegów najbardziej efektywnych.
Wg. mnie największą zagadką II.W.S pozostaje ten najcenniejszy szpieg Stalina, który IMHO przechylił szalę zwycięstwa na jego stronę.
Mam na myśli szpiega w szeregach Oberkommando der Wehrmacht (OKW).
Na długo przed rozpoczęciem operacji Barbarossa Stalin otrzymał informację za pośrednictwem swego szpiega w Szwajcarii o kryptonimie "Lucy", dokładne dane strategiczne i taktyczne n/t całej operacji Barbarossa z datą jej rozpoczęcia włącznie. Również po rozpoczęciu operacji Barbarossa Stalin nieprzerwanie otrzymywał dokładne meldunki o planowanych ruchach Wehrmachtu od "Lucy". Ale to co było siłą Stalina, było też jego słabością; obsesja polegająca na nieufności nikomu, włącznie ze swymi szpiegami...
Tak więc Barbarossa ruszyła a Stalin ignorował meldunki od "Lucy", twierdząc początkowo że cała Barbarossa to dzieło "Zachodu", który zawsze usiłował skłócić go z Hitlerem (tu się akurat nie mylił) i różne inne, dziwaczne hipotezy w końcu czerwca 1941 jak np. "samowolka paru generałów Wehrmachtu, których Hitler zaraz przywoła do porządku". Kiedy przyszło otrzeźwienie Wehrmacht stał już pod Smoleńskiem, na wyciągnięcie ręki od Moskwy. I wtedy dopiero Stalin dał się przekonać że ta wojna nie tylko jest "naprawdę" ale że meldunki od Lucy są w 100% wiarygodne...
Ale stała się bardzo śmieszna rzecz (kto wie czy nie najśmieszniejsza w całej II.W.S) - gdy Stalin postanowił od Smoleńska dopasować swą strategię do meldunków "Lucy" jeden parnoik Hitler przypadkowo wykołował drugiego paranoika Stalina. Otuż po Smoleńsku "Lucy" zameldował jasną wytyczną OKW: "następny cel: Moskwa". Meldunek odpowiadał prawdzie - OKW to byli dobrzy stratedzy, którzy rozumowali logicznie: "zdobycie Moskwy to być może koniec ZSRR" a zdobywszy Smoleńsk jesienią 1941 Moskwa była prawie bezbronna (nie było już niemal żadnych wojsk sowieckich na drodze do niej), więc wystarczyło dać wolną rękę rozpędzonemu Guderianowi a ten zatknąłby sztandar III-ciej Rzeszy na Kremlu. Pomny tego Stalin (po meldunkach "Lucy") przegrupował najcenniejsze siły z Ukrainy i rzucił do obrony Moskwy. I "stał się cud"; Hitler w ostatniej chwili zmienił zdanie: Nie Moskwa lecz Ukraina i jej zasoby stały się celem następnego ataku. Guderian protestował ale musiał się dostosować i miast dalej iść na wschód, zakręcił ostro na południe, gdzie ostatecznie na prawym (wschodnim) brzegu Dniepru spotkał się GA Sud co zaoowocowało największym kotłem Armii Czerwonej, w który wpadł nawet bohater Budionny (ewkuowany drogą powietrzną). W ten sposób cała Ukraina dość łatwo wpadła w łapy Hitlera a Stalin zwątpił w "Lucy"...
Dzięki temu Wehrmacht nadal kontynuował swój pochód na wschód. Minął rok gdy Stalin ponownie zaczął wierzyć "Lucy". W dużej części, dzięki temu źródłu informacji doszło do Stalingradu, choć jak wiemy Stalingrad był dobrowolnym kotłem Hitlera i wcale nie był decydujący o losach Barbarossy.
I teraz dochodzę do meritum sprawy.
Wg. powszechnej opinii historyków rozstrzygającą bitwą frontu wschodniego a kto wie czy nie całej II.W.S w Europie była bitwa na tzw. "Łuku Kurskim". Dziś wiadomo na 100% że Stalin znał przed tą bitwą plany operacyjne Wehrmachtu na szczeblu każdej dywizji niemieckiej. Ba, znał te plany z tak dużym wyprzedzeniem że zastawił na Wehrmacht klasyczną pułapkę. W przenośni i dosłownie. Już w pierwszych godzinach niemieckiego natarcia znaczna część niemickich czołgów została stracona na polach minowych, zaś niemieckie pozycje wyjściowe zostały poważnie nadkruszone wyprzedzającym kontruderzeniem artyleryjskim sowietów. Gdy Wehrmacht ostatecznie utknął pod Kurskiem ruszył czerwony walec - 6ta Armia Pancerna Gwardii gen. Czujkowa, do końca trzymana przez Stalina w odwodzie tylko w jednym celu; kontruderzenia i zmiażdżenia Wehrmachtu, gdy ten bedzie już wykrwawiony. Dalsza historia jest już znana - Stalin szedł do Berlina jak burza, dzięki dokładnym wytycznym od "Lucy".
Czerwony sztandar załopotał na Bramie Brandenbusrkiej a kamera nie omieszkała uchwycić sceny z "krasoarmiejcą zatykającym ten sztandar z 2-ma zegrakami na ręku". Tyle mojego wykładu a teraz pytanie, na które zdaje się nadal nikt nie zna odpowiedzi;
Kto z OKW przekazywał plany operacyjne do "Lucy"?
O ile wiem ZSRR utajnił tą informację na 100 lat, czyli poczekamy do 2041 roku... Chyba że ktoś już coś wie? wink.gif
Co do samego łącznika "Lucy" to zdaje się ta osoba została zidentyfikowana, choć nie pamiętam już kto to był i nie jest to aż tak ważne. Ważne było źródło w OKW, z którego Lucy korzystało i jak to sie działo? Wszak z "Wilczego Szańca" w Gierłoży po Kętrzynem do Szwajcarii był szmat drogi?

I ciekawi mnie wasza ocena czy nie jest to najważniejsza tajemnica II.W.S - coś co zadecydowało o losach całości wojny?

źródło .historycy.org



Dodaj do ulubionych